Pan Jerzy miał 83 lata i mieszkał samotnie na dziewiątym piętrze w starym, dziesięciopiętrowym bloku z wielkiej płyty na warszawskim Ursynowie. Blok pamiętał czasy PRL-u – windy psuły się regularnie, a klatka schodowa, choć świeżo odmalowana, nosiła ślady przeszłości: zacinające się drzwi przeciwpożarowe, zardzewiałe gaśnice i brak jakiegokolwiek systemu ostrzegania o zagrożeniu.
Pan Jerzy miał problemy z poruszaniem się – od dwóch lat używał chodzika, a od kilku miesięcy poruszał się głównie po mieszkaniu. Żył cicho. Dzieci odwiedzały go co weekend, sąsiadka z ósmego piętra przynosiła zakupy. Tego wieczoru był sam. Oglądał stare filmy w telewizji, kiedy nagle światło zamigotało, a chwilę później powietrze zaczęło się wypełniać duszącym dymem.
Ktoś krzyczał na korytarzu. Ktoś inny dobijał się do drzwi sąsiadów. Pożar wybuchł w piwnicy, a dym rozprzestrzeniał się przez niedrożne szyby wentylacyjne i nieszczelne drzwi. System alarmowy? Nie było go. Czujnik dymu? Pan Jerzy nawet nie wiedział, że powinien go mieć.
Gdy próbował zadzwonić po pomoc, usłyszał w słuchawce tylko sygnał zajętości – inni lokatorzy już alarmowali straż. Gdy usiłował otworzyć drzwi i zejść schodami, powietrze na korytarzu było tak duszące, że musiał się wycofać.
Zaczął pisać wiadomość do córki:
– Jest pożar. Dym. Nie wiem, czy zdążą.
Ostatecznie został uratowany przez strażaków – wyciągnięty przez balkon przy użyciu dźwigu ratowniczego. Trafił do szpitala z podejrzeniem zatrucia dymem i urazem klatki piersiowej.
W śledztwie wyszło na jaw, że wspólnota mieszkaniowa od lat ignorowała zalecenia straży pożarnej: nie naprawiono hydrantów, nie zamontowano czujników, nie przeszkolono lokatorów z ewakuacji osób starszych i niepełnosprawnych.
Dla pana Jerzego ten wieczór był jak długa noc – duszna, ciemna i przerażająco samotna.
Komentarz prawnika – radcy prawnego Agnieszki Lech
Historia pana Jerzego obrazuje istotny problem, jakim jest brak zapewnienia bezpieczeństwa pożarowego w starszych budynkach mieszkalnych, zwłaszcza dla osób o ograniczonej sprawności ruchowej, takich jak seniorzy.
Z prawnego punktu widzenia, odpowiedzialność za stan techniczny i zabezpieczenia przeciwpożarowe w budynku spoczywa na:wspólnocie mieszkaniowej – która jest zobowiązana do przestrzegania przepisów Prawa budowlanego i Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków,
Jeśli zaniechania te przyczyniają się do powstania szkody na osobie – np. uszczerbku na zdrowiu seniora w wyniku pożaru – możliwe jest dochodzenie roszczeń cywilnych z tytułu:
- odszkodowania za uszkodzenie ciała lub rozstrój zdrowia (art. 444 §1 Kodeksu cywilnego),
- zadośćuczynienia za doznaną krzywdę (art. 445 k.c.),
- renty z tytułu zwiększonych potrzeb lub utraty zdolności do pracy (art. 444 §2 k.c.).
Jeśli działania (lub ich brak) były rażąco zaniedbane – np. brak czujników, niesprawne instalacje, niedrożne drogi ewakuacyjne – w grę może wchodzić również odpowiedzialność karna z art. 160 Kodeksu karnego (narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu).
W takiej sytuacji wskazane jest natychmiastowe zgłoszenie sprawy do:
- Prokuratury,
- Komendy Powiatowej lub Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej,
- Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego,
- a także rozważenie pozwu cywilnego przeciwko wspólnocie mieszkaniowej
Dodatkowo, warto zadbać o instalację czujników dymu w mieszkaniach seniorów – nawet na własny koszt – jako minimum ochrony, które w wielu przypadkach może uratować życie.


