Pani Stanisława miała 82 lata, głęboką wiarę i serce, które topniało na dźwięk kościelnych dzwonów. Od lat codziennie odmawiała różaniec za dusze zmarłych, a na komodzie obok łóżka trzymała obrazek Matki Bożej i małą, zniszczoną Biblię z dedykacją od męża, który odszedł dwadzieścia lat wcześniej. Niestety stan zdrowia uniemożliwiał jej udział w życiu parafii oraz w niedzielnej Mszy Świętej.
Tamtego popołudnia zadzwonił domofon. W słuchawce zabrzmiał głos pełen łagodności i spokoju:
– Szczęść Boże, pani Stasiu. Jestem księdzem Pawłem z parafii. Odwiedzam dziś samotnych parafian. Pomagam też w zbiórce na chore dzieci z naszej diecezji. Jeśli ma pani chwilkę…
Wzruszona starsza pani otworzyła drzwi bez chwili wahania.
„Ksiądz” miał koloratkę, modlitewnik i ciepły uśmiech. Opowiadał o chorujących dzieciach, potrzebach parafii i trudach, jakie niesie życie duchownego. Zofia słuchała z zapartym tchem, czując, że uczestniczy w czymś wyjątkowym – że może, choć na starość, jeszcze komuś realnie pomóc.
Po trzydziestu minutach wręczyła mu kopertę z oszczędnościami – 8 tysięcy złotych, zbierane przez kilka lat. Kiedy mężczyzna wychodził, powiedział:
– Niech Bóg pani błogosławi. Dobro zawsze wraca.
Nie wróciło.
Dwa dni później Zofia, porządkując dokumenty, wspomniała wizytę przyjaciółce. Ta, zaniepokojona, zadzwoniła do parafii. Odpowiedź była krótka i zimna:
– Nie mamy księdza Pawła. Nie prowadzimy takiej zbiórki. To musiał być oszust.
Pani Zofia zaniemówiła. Kompletnie nie wiedziała, co ma zrobić.
Komentarz prawnika – radcy prawnego Agnieszki Lech
Historia pani Zofii pokazuje sytuację, która niestety zdarza się coraz częściej. Mamy tu do czynienia z oszustwem, o którym mówi art. 286 § 1 Kodeksu karnego. Polega ono na tym, że ktoś specjalnie wprowadza inną osobę w błąd po to, aby ta oddała pieniądze lub wartościowe rzeczy. W tym przypadku mężczyzna udający księdza wykorzystał zaufanie, jakie wiele starszych osób ma do duchownych i do Kościoła. Tego rodzaju zachowanie jest w świetle prawa przestępstwem i podlega karze,
a osoba, która została oszukana, ma pełne prawo do ochrony.
Warto podkreślić, że pani Zofia nie zrobiła nic złego. Osoba starsza, często samotna
i życzliwie nastawiona do świata, ma naturalną potrzebę rozmowy i chętnie pomaga, kiedy ktoś prosi o wsparcie. Przestępcy właśnie to wykorzystują. Z doświadczenia wiadomo, że tacy ludzie potrafią mówić spokojnym, serdecznym głosem, noszą elementy stroju duchownego albo pracowniczego i przedstawiają wzruszające historie, które mają wywołać współczucie. Ich celem jest zdobycie zaufania. Dlatego tak ważne jest, aby seniorzy nie obwiniali się za to, że do takiej sytuacji doszło. Winny jest wyłącznie sprawca.
Z punktu widzenia prawa najważniejszym krokiem po zauważeniu, że doszło do oszustwa, jest zgłoszenie tego na policję. Można zrobić to samemu albo poprosić o pomoc bliską osobę czy sąsiada. Policja ma obowiązek przyjąć zawiadomienie, nawet jeśli pokrzywdzony nie pamięta dokładnie wyglądu oszusta lub szczegółów.
W takich sprawach funkcjonariusze korzystają z monitoringu, sprawdzają nagrania
z osiedli i klatek schodowych. Wielu sprawców działa więcej niż jeden raz, dlatego ich ujęcie bywa kwestią czasu. Zgłoszenie ma więc sens nawet wtedy, gdy od zdarzenia minęło kilka dni.
W przypadku odnalezienia sprawcy sąd może nakazać mu zwrot pieniędzy. To oznacza, że osoba poszkodowana ma szansę odzyskać swoje oszczędności. Pokazują to liczne inne sprawy, gdzie seniorzy tracili pieniądze na rzecz fałszywych „pracowników wodociągów”, „kurierskich doręczycieli” czy „urzędników”. Gdy takich osób udawało się zatrzymać, często przy sobie mieli gotówkę pochodzącą z wcześniejszych oszustw. Dlatego tak ważne jest, aby nie rezygnować ze zgłoszenia
i nie zakładać z góry, że pieniądze są stracone.
Historia pani Zofii jest też dobrą lekcją o zasadach bezpieczeństwa. Warto, aby każdy senior wprowadził sobie jedną prostą regułę: jeżeli ktoś puka do drzwi i przedstawia się jako ksiądz, urzędnik, pracownik spółdzielni czy osoba zbierająca na cele charytatywne, warto zadzwonić do odpowiedniej instytucji albo do członka rodziny, aby to sprawdzić. Nie jest to brak zaufania, lecz ochrona przed oszustami. Nawet krótkie potwierdzenie przez telefon może uchronić przed utratą oszczędności.
W praktyce wiele osób w ostatniej chwili uniknęło straty dzięki temu, że poprosili
o chwilę na wykonanie telefonu lub skonsultowali wizytę z sąsiadem.
Najważniejsze, co warto zapamiętać, to to, że prawo stoi po stronie osoby pokrzywdzonej. Nie ma żadnego przepisu, który nakładałby na seniora obowiązek szczególnej podejrzliwości wobec innych ludzi. To sprawca odpowiada za to, że wykorzystał czyjąś dobroć, wrażliwość czy samotność. Dlatego też takie przestępstwa są traktowane poważnie przez policję i sądy. Historia pani Zofii, choć bolesna, może stać się dla innych starszych osób ważnym sygnałem, że zawsze warto zweryfikować niespodziewanego gościa i że w razie podejrzenia oszustwa należy jak najszybciej skontaktować się z policją lub rodziną. Seniorzy mają prawo czuć się bezpiecznie, a prawo ma obowiązek tego bezpieczeństwa strzec.


